wtorek, 21 czerwca 2011

Wesele po Słowacku

Po tygodniu zatrucia pokarmowego zapakowałem rodzinę do auta i wyruszyłem na południe. Robert - pan młody to dobry kolega z czasów studenckiej pracy w Monachium. Ze względu na to że miałem pierwszy raz (od dawien dawna) być gościem, nie zaopatrzyłem się sprzęt odpowiedni do rejestacji. Słowackie wesele nie różni się od polskiego, zamiast tłuczenia kieliszków- młodzi tłuka pamiątkowy talerz, zamiast naszego "gorzko" wszyscy stukają sztućcami o talerze- a przysięga jest na klęcząco- ale może to nie standard... 








niestety tort weselny a nawet torty konsumowane były o godzinie 1:30 w nocy, smutna żona- uzależniona od  spożywania cukru, wzięła 3 swoich mężczyzn i wróciła do pensjonatu przed godziną 1:00